…kamienista ścieżka wiła się pomiędzy łanami falujących traw. Pole kołysało się odcieniami miękkiego bordo. Fioletowe źdźbła unosiły nitki słonecznej mgły…
Jasno, chłodno.
Pas czarno-białych tulipanów… A dalej sady pachnące brzoskwiniowym różem kwitnących drzew. Spomiędzy gałęzi wyglądało kremowo-cytrynowe słońce. Bzami otoczone urwisko ukazywało widok na wzgórza. Lasy turkusem rosnące po drugiej stronie srebrzystej rzeki… Lawendowe pola przeplatane pastelową zielenią wysokich traw…
Słodko, miękko.
Jak ze wspomnienia sobotniego obrazu wschodu słońca.

Widziałam krainę kolorów. Zbyt krótko. Nawet jej nie dotknęłam…
Zdążyłam jeszcze krzyknąć : „wrócę tu na zawsze!… kiedyś”.
Wtedy sen sie urwał.
Złudna chwila pozostawiła naiwną nadzieję, że Kraina Kolorów istnieje też naprawde. Tak tylko wciaż się zastanawiam, jak do niej dojść.

?

/w sklepie sprzedającym szczęście… zegar miał żółtą tarcze, słonik podniesioną trąbę, a na poduszce wyhaftowany był księżyc/