blekmurka blog

    Twój nowy blog

    Nie moge spać.

    Całkowicie dość.
    Nie wiem jak tak może być, że każdy nowy dzień wstaje coraz to gorszy…
    Pogłębiające się niezrozumienie ze strony otoczenia.
    Trudno powiedzieć jak wielu ludzi miało podobne problemy do tych moich. Często mam wrażenie, że blekmurkowe są całkiem odmienne od tych, które nękają przeciętnego człeka w moim, czy innym wieku. Może nie gorsze, nie trudniejsze? Jednak na pewno nie łatwiejsze. Takie troszeńke… inne. Bo ja wciąż myślę nad ucieczką z więzienia :/

    Obejrzałam dziś „Hrabiego Monte Christo”… ot taki sobie filmik, wersja najnowsza z kręconych dotychczas. Cała historia i jej ukazanie tak jakby mnie urzekły. Rewelacyjne sceny z pobytu w twierdzy… „Nudne, potem będzie ciekawsza akcja, jak się uwolni” – rzekł ktoś obok mnie. Dla mnie jednak te minuty podczas których mogłam dzielić przeżycia z zamkniętym w lochu (jak mu tam było?) :) ….. hmmmm niewinnym skazańcem :] były najbardziej niesamowite. Zamknięty tak długo, sam ze sobą, popadał w obłęd. Nie mógł poczuć wolności, której tak bardzo pragnął. A w celi były kraty. Z czyjąś pomocą nawet mógł dojrzeć przez nie niebo… bo po długim oczekiwaniu pomoc nadeszła. Wykopany kanał połączył dwóch bohaterów, którzy dalej, ale już wspólnie przez kolejne wiele lat marzyli o wolności. I kopali sobie, kopali :] w przerwach poznawając się wzajemnie, ucząc i odkrywając razem prawdy życiowe :] czy jakby tego nie nazwać…. Happy end ucieczki był taki że tylko jeden wykąpał się znów w morzu, drugi zaś oddał życie, ale również znalazł szczęście. Zdaje się wierzył w wieczność, to i śmierć była nieszczęśliwym końcem szczęśliwego początku :] heh…

    Nie marze o zemście, ale dajcie mi do cholery żyć po mojemu!!

    Mycia zębów Ci nie zadedykuje, bo takowych nie myje :]. Coś innego w zamian, bezokazyjnie…/

    Pieśń z serii tych, co na okrągło lecą, a podczas słuchania przechodzi dreszcz.


    Leżę w łóżku i coś mi się śni,
    widzę ludzi, słyszę ich krzyk
    Unosi się szary kurz

    Silne ramię czuję przez sen,
    młyński kamień widzę na dnie
    Dokoła nas zapach mchu

    Walczysz nocą, walczysz ze mną za dnia
    Kto księżniczkę, kto Wikinga tu gra?
    Świat skurczył się niby loch

    Krople rosy chłodzą mi twarz.
    Ile wiary zdołam ci dać?
    Nim zgubi nas ciągła gra


    Nie ciebie mam tylko strach
    Nie ciebie mam tylko strach

    Stare zamki zniszczył już czas,
    tamci ludzie już nie pójdą przez las
    Nie będzie mech niósł ich stóp…

    Mija siła starych murów i krat,
    tylko rosa taka sama od lat
    I milczy las niby grób

    Moja dłoń zaciska się w pięść,
    taka silna między nami ta więź
    Że coraz mniej życia w nas

    Walczysz mieczem i zgubi nas miecz,
    była miłość – dogania ją śmierć
    Zapada noc pełna zjaw

    Nie ciebie mam tylko strach
    Nie ciebie mam…

    /martyna jakubowicz – rosa taka sama od lat (:* dla korneluchy wiadomo za co)/

    Dziś raczej krótko.
    Zmiana szablonu. Nareszcie własny :). Moze nie najpiękniejszy, troche do dopracowania, ale to dopiero pierwszy jaki zrobiłam sama. Ciekawa jestem czy komukolwiek się spodoba ;) (?) Jeśli macie jakieś zdanie, to zapraszam do komentowania.
    Postaram sie o nową notke niedługo, chyba natchnienie zgubione gdzieś ostatnimi czasy, zaczyna powracać… Jeszcze go lepiej poszukam :)

    Pozdrowienia dla wszystkich, dzięki którym te ferie były tak udane: Peli, Niuch, Kornelucha, Cebulka ;* hym… i inni: Karola, której prawie nie było ;P, Aga-motylek/czarna wdowa ;P, a ostatnio Mery i Dziuńka chociażby :> aaa no i oczywiście Pan O Wspaniałym Głosie poznany na dworcu PKP :* nigdy Cię nie zapomnimy ;) [prawda Niuch ?]
    Dziękuje :*

    Nie wyprę się mojej romantycznej duszy. Choć jej obecność w takiej postaci we mnie boli i doprowadza nieraz do łez – nie potrafię. I nie chcę! Będę ją pielęgnować, gdyż jest piękna i szkoda by było ją stracić. Powiecie że Jej nie ma, że nie istnieje, ale ja wierzę w Prawdziwą Miłość. Bez tej wiary nie umiałabym nigdy pokochać. A tak – miłość jest we mnie i czeka by wyjść z ukrycia. Zamknięta, nie zna drogi ucieczki, nie ma możliwości się ukazać. Jest tylko moim skarbem… Podzieliłabym się nim z chęcią. Rozdała każdy brylant jaki posiadam w skarbcu, całe złoto rozsypała przed kimś w darze. Są tu tacy, którzy próbują bogactwo to posiaść. Jednak w żadnym z nich nie widzę odpowiedniego kandydata na rozporządzanie majątkiem. Nie otworzę wrót skarbca takiemu, choćby nawet dobijał sie co sił… Kiedyś, może, odnajdzie mnie ktoś z idealnie wytopionym kluczem. Wrota same w ciszy ustąpią, kiedy do zamka dopasuje się jego czarodziejski wybawiciel. Poczekam na tą chwilę samotnie zamknięta w zaklętych murach. Wierzę że nie pozwolisz mi tu tak zginąć.

    I tak sobie śpiewała w oczekiwaniu na wiosnę:
    …Ściany zbudowane pomiędzy nami
    Mile oddzielają nas
    Jednak w naszych sercach dzielimy te same marzenia
    Uczucia tak silne
    My tylko musimy iść dalej
    Do naszego Magicznego Świata…

    Nie bój się droga Julio, twój Romeo woła
    On czeka na Ciebie na końcu pieśni
    Ten świat jest zbyt okrutny dla takich kochanków jak wy
    Ale tutaj, w naszych sercach, na zawsze będziecie trwać…

    /Inspired by my Mystery, Blackmore’s Magical World and Shakespeare’s story about Romeo & Julia/ :]

    PS. ostatnią notkę skasowałam, gdyż zdjęcia burzyły mi spokój i harmonię tegoż bloga :], myślę że nikt nie będzie płakał za nimi ;P
    PS 2. zaczynam powoli dochodzić do wniosku, że na tym blogu za bardzo pokazuję swoje wnętrze. Nie wiem jeszcze, ale chyba to zmienię… – i tak nikt mnie nie zrozumie. Pozdrawiam wszytkich, a w szczególności Ciebie.

    …Są jeszcze tacy, co udają że pamiętają.
    Widziałam parę nikłych płomieni. Paliły się ogniska zamknięte we szkle.
    Są jeszcze tacy, którzy wierzą, że oświetlają one pośmiertną drogę tym, co odeszli z tego świata.
    A niewidoczne dusze przecież nie potrzebują światła na ścieżce, która nie istnieje…
    Są jeszcze tacy, którzy szukają drogowskazów mówiących – jak do niego dojść.
    Nie wiedząc tak naprawde, czy takie wskazówki istnieją i czy ktokolwiek się z tym bogiem spotkał.

    Usiadłam na kamiennej płycie wśród rozkładających się liści. Pode mną tysiące ciał zmierzających do tego, co i one. Niedługo będą tym samym. Są jeszcze tacy, którzy łudzą się, że gdy wymyślą magiczny napój nieśmiertelności, to ochronią się i nigdy nie podzielą losu zwykłego liścia.
    Są tacy. Ja taka nie jestem.

    …Bo ja chce nim być, chce być liściem!!
    Jak liść przeżyć tylko jedną wyjątkową wiosnę urodzin, jednym latem się nacieszyć, a wraz z jesienią złotem swoim opaść na ziemię i się w niej zagrzebać. Odejść. Nigdy nie widziałabym zimy. Nie poznała smutku.
    Człowiekowi jest dane wiele ponownych przywitań z wiosną. Wiele razy słyszy śpiew skowronka latem. Gdy mija rok – znów obojętnie może przejść i deptać rude jesienne liście.
    Kiedy wiesz, że coś się powtórzy jeszcze raz – trudniej to docenić.
    Jako liść… mogłabym mieszkać w swoim ukochanym lesie przez całe życie. A żyłabym długo, w czasie który dla człowieka jest zaledwie paroma miesiącami, zdążyłabym przeżyć najpiękniejsze leśne przygody i wysłuchać opowieści niesionych przez echo. Przyjaźniłabym się z wiatrem. Wszędzie by mi było blisko. Na jego skrzydłach wędrowałabym dokąd tylko zapragnę. Tuliłabym się rankiem do kropel rosy, za dnia bawiła z promieniami słońca, a w nocy kochała ze światłem księżyca.

    …Jest jeszcze taka, która oczekuje iż zrodzi się na nowo z drzewa…

    I nie zapalajcie mi płomyków na grobie. W ogóle go nie stawiajcie! Ja się nie wybieram do trumny. Nie czeka na mnie niebo ani piekło. Nie módlcie się o wieczny odpoczynek! Raczej o to, by po śmierci dla mnie nic już nie było. Nie chce wieczności. Niech umrę jako człowiek na zawsze. Jedyne o co proszę to aby spalić po śmierci moje nic nie warte ciało i rozsypać proch po lesie.

    Bo wierzę tylko w to, że zrodzę się na nowo z drzewa…
    Wtedy odtańczę własny pogrzeb.

    …wciąż idzie, ciągle samotnie, zagubiona, pyta którędy iść. Droga wiedzie przez suchą pustynie. Spragniona spija tylko krople cieknące po policzkach. W jej fantazji powstaje obraz szemrzącego strumienia, za którym tęskni. Patrząc przed siebie, gdzieś tam w oddali dostrzega zarys zieleni…Tak, to las!
    „Daleka droga jeszcze przede mną” – myśli i nadal wytrwale kroczy naprzód. Słońce ją spala, wysusza. „Nie chcę więcej tego słońca!!! Dość!!! Chce trochę cienia – jakiegoś schronienia. Cząstki mroku – niech nadejdzie upragniona noc…”
    …Myśli o odpoczynku, czuje że dać jej go może tylko posłanie wśród zielonego, miękkiego mchu… Tymczasem grzęźnie w piasku, z każdym krokiem coraz trudniej jej się poruszać bosymi stopami w tym rozżarzonym morzu. Powoli tonie. Jakże chciałaby móc się unieść w powietrzu! Tak bardzo!! Ale tutaj… tutaj nawet powietrza brakuje. Gdyby tak poczuć nareszcie chłodny wiatr…! Móc wraz z nim odetchnąć i popatrzeć jak wirują w powietrzu liście! Tymczasem ledwo łapie oddech, dusi się bezwonną pustką…
    Blekmurka pamięta jeszcze bajeczny zapach wrzosu – tylko to wspomnienie nie pozwala jej stracić zmysłów. Kiedyś, dawno temu, przez chwile trzymała kwiaty wrzosu upięte we włosach. Dopóki nie zwiędły. A zwiędły szybko, gdyż nie potrafiła ich odpowiednio pielęgnować. Wciąż wierzy, że niedługo tylko dla niej zakwitnie wiecznie żywy kwiat. Tak trwały, że będzie z nim tańczyć nieśmiertelny taniec, a on nigdy nie zwiędnie w jej włosach…
    Jednak – WARIATKA! – ona MARZY!… Nie potrafi się poddać. Bez marzeń – bez nadziei, nie miałaby sił by dalej iść. One podtrzymują ją przy życiu. W chwilach zwątpienia, gdy się ich wypiera, rzeczywistość potrafiłaby ją zabić. Powrót marzeń chroni blekmurkę przed ostatecznym upadkiem.
    O czym ona jeszcze marzy?…
    …Chciałaby zapaść w głęboki sen…
    Więc dlaczego wciąż świadoma kroczy a nie ułoży się do niego? Więc czego zamiast zmrużyć – wciąż budzi swe zmęczone oczy?…
    …ona wie, ze ta cisza, która tu panuje, nie pozwoli jej spać. Czeka na leśną melodię, która ją ukołysze, na głos słowika śpiewającego magiczną pieśń. Wtedy szczęśliwa zaśnie w objęciach ksieżyca.

    Idzie…
    W strone lasu, w strone cienia…
    Idzie…
    Do swoich drzew, strumyków, wrzosów, mchów i słowików…
    Na spotkanie ze światłem księżyca.

    Wydawało jej się że to już blisko…
    Kiedy zieleń lasu okazała się fatamorganą.

    …nie wiadomo gdzie ona jest, nie widać jej. Znikła. Może po prostu już jej nie ma? Może umarła, a może ktoś ją zabił…? Nawet niechcący… albo z premedytacją nie pozwolił jej dłużej istnieć… a może ktoś ulitował się wreszcie nad jej marnym życiem? – nie pozwolił by wciąż męczyła sobą innych… A może… a może ona sama uwierzyła, że gdy wbije w siebie nóż to znajdzie się w lepszym świecie? Że uniesie swą duszę do księżyca, że pofrunie tam, dokąd unieść się o własnych siłach z ziemi nie umiała… Może już pod nim tańczy gdzieś daleko i wyśpiewuje to, czego nie mogła powiedzieć? Może podróżuje wśród gwiazd i zatapia się w ich blasku… Może spełnia swoje marzenia??
    NIEEE!!!!! Nie można wierzyć w marzenia! NIE MOŻNA WIERZYĆ W COŚ TAKIEGO!!!!!!!!!!! NIE MA ICH!… już są bez sensu…

    ……hmmm raczej nie spełnia swoich marzeń… po co w nie wierzyła…

    A jednak tli się jeszcze maleńki płomień nadziei na to, że się odnajdzie…
    …proszę pomóżcie!!!

    Ostatnio widziano ją gdy wychodziła samotnie na spacer; dziwnie wyglądała, taka bezbarwna; wypaliły się w niej wszystkie kolory. Pozostała pustką z podkrążonymi oczyma. Możliwe że spacerowała tak dość długo niezauważalna i pomknęła nie wiadomo dokąd… gdyż od tej pory nie wróciła. Może nadal spaceruje gdzieś żywa?… Mogła pójść w wiele stron. A jeśli nigdzie nie odnalazła upragnionego schronienia i ciepła… prawdopodobne jest, że martwa gdzieś leży z własnej woli. Nie szukać po rzekach, stawach – wiadomo że zaginiona nie lubiła wody… ech… nie wiem gdzie ona może być!!…

    BŁAGAM pomóżcie!!!!!!

    …marzenia

    Elvenpath… utwór cudowny… i nie wiem czemu – wolę słowa hmm… magia :))ale cobyście sie nie wkurzali że angielski to nie wasz język… będzie po polskiemu…

    ELFIA ŚCIEŻKA
    Pod osłoną leśnych cieni
    Wyzywający niezmąconą ciszę
    Przy samotnym towarzystwie lśniącego księżyca
    Wilczy zew przeszywa noc
    I ścieżka pod mymi bosymi stopami…
    …Elfia ścieżka

    Muzyka dobiega z czeluści lasu
    Uwodzi jak syreni śpiew
    Elfi lud przyzywa mnie

    Tapio, niedźwiedzi królu, władco kniei
    Mielikki, spowita w błekit, wybawicielko od smutku i chorób
    Otwórzcie wrota i pozwólcie podążyć ścieżką w nieznane

    Droga wiedzie do ziem
    Gdzie niczym bohater trwam
    Na ścieżce, gdzie Piękna spotkała Bestię
    Na elfiej ścieżce
    To prosta uczciwość tych krain
    Władanych przez magię i miecz
    Każe mej duszy tęsknić do tamtych czasów…
    Do elfiej ścieżki…

    Z księżycową wiedźmą wybrałam się w podróż na miotle
    Przedstawiła mnie przyjacielowi – Domowemu Skrzatowi
    Przykazała by sauna była dlań zawsze gotowa

    A w zagajniku spotkałam ich wszystkich, lud z mych fantazji
    Bilbo, Sparhawk, gobliny i skrzaty
    Człowiek śniegu, Willow, trolle i siedmiu krasnoludów
    I ścieżką, już na zawsze, wciąż w dal

    I gdy powracam w zacisze mego domu
    gdzie sen chwyta moją dłoń
    Myzyka płynąca z leśnych ostępów
    Unoszą mnie do Nigdylandii
    W tę noc, nieziemsko urzeczoną
    Widokiem elfiego świata…

    …dla mojego świata…Tańczącego i Księżycowej Wiedźmy…

    „You think I’m strange because I’m different, I think you’re strange because you’re all the same…”

    - Love and Light, Candice Night ;))

    012-sm.jpg011_OnStage21-sm.jpg004-sm.jpg

    co tu dużo mówić… myślę tak jak Candy…

    …i może jeszcze rozwinę tą myśl, ale naprawde nie dzisiaj
    …moja blond główka musi odpocząć :]

    Kolor fioletowy to magia zewnętrznej otoczki płomienia, to ślad dymu z kadzidła, to czasami tajemniczy poblask zachodzącego słońca… To wszystko, co niezwykłe, niecodzienne, tajemnicze… Jest to ulubiony kolor ezoteryków i księży, osób, które poszukują odpowiedzi na najdziwniejsze pytania, dotyczące sensu życia i śmierci. To właśnie kojący i wyciszający fiolet pobudza nas do tego, by oderwać się od szarej codzienności i poszukać czegoś więcej, czegoś, czego nie można zmierzyć, zważyć, ani kupić w sklepie.

    Kolor ten ubierają osoby zajmujące się własnym rozwojem, interesujące się psychologią i tajemnicza strona istnienia. Skrajnie podoba się ludziom, dla których jedyny życiowy wyznacznik to treść kazania wygłoszonego z ambony, ludziom, którzy opierają się jedynie na swoim wyznaniu, odrzucając ślepo każdą inną możliwość, ludziom, dla których celem życia jest osiągnięcie zbawienia. W większości wypadków jest to jednak kolor osób, które poszukują, które chcą zrozumieć po co tu przychodzimy, ponieważ tajnym odpowiednikiem fioletu jest BIAŁY.

    Główne znaczenie fioletu to: chcę poznać odpowiedzi na najważniejsze pytania, jestem uduchowiony, wrażliwy, mam niezwykłe zainteresowania i wyróżniam się spośród zwykłych zjadaczy chleba moją głęboką wiarą.

    KOCHAM FIOLET
    ..::UNDER A VIOLET MOON::..
    Blackmore’s Night

    Dancing to the feel of the drum
    Leave this world behind
    We’ll have a drink and toast to ourselves
    Under a Violet Moon
    Tudor Rose with her hair in curls
    Will make you turn and stare
    Try to steal a kiss at the bridge
    Under a Violet Moon
    Raise your hats and your glasses too
    We will dance the whole night through
    We’re going back to a time we knew
    Under a Violet Moon
    Cheers to the Knights and days of old
    the beggars and the thieves
    living in an enchanted wood
    Under a Violet Moon
    Fortuneteller what do you see
    Future in a card
    Share your secrets, tell them to me
    Under a Violet Moon
    Close your eyes and lose yourself
    In a medieval mood
    Taste the treasures and sing the tunes
    Under a Violet Moon
    Tis my delight on a shiny night
    The seasons of a year
    To keep the lanterns burning bright
    Under a Violet Moon


    • RSS